wtorek, 12 października 2010
Fashion Week Poland
mała zmiana planów. najbliższe teksty w następnym tygodniu.
Flex jedzie penetrować rodzimy Fashion Week.
piątek, 1 października 2010
środa, 15 września 2010
czwartek, 5 sierpnia 2010
Autumnal research
W poszukiwaniu nowej garderoby, która zasiliłaby moją szafę i przygotowałaby mnie na jesień, zrobiłem internetowy research. Wszelkie lookbooki, thesartorialisty i im podobne okazały się niewystarczające. Każdy zorientowany śledczy mody zna te strony, a kto choć raz nie wzorował się na ich bohaterach niech pierwszy rzuci kamień. W sklepach szczątki i kałuże krwi powyprzedażowych. Szukam dalej. Łukasz Czajkowski, którego poczynania w branży krawieckiej obserwuję od początku, ujawnił nową kolekcję swojego brandu FF Czajkowski. Multifunkcjonalne drapowania, szerokie kaptury, bogate kołnierze. Uwagę zwracają spodnie - zmyślny mariaż charakteru streetwear z na wpół militarnymi bryczesami. Łukasz Czajkowski zaprasza do swojej poznańskiej pracowni na Półwiejskiej.
Unisex jest komfortowe i daje duże pole do popisu dla projektantów i ich klientów. Węszę dalej. Na rodzimym podwórku pojawiła się kolejna opcja. W SPOT. - popularnym poznańskim concept store można natknąć się nie tylko na projekty Czajkowskiego, ale od niedawna także na ubrania kolektywu o genialnej nazwie Face of Jesus in my soup. Malarstwo i design - czego chcieć więcej. FOJIMS to Tomasz Partyka - malarz, videoartist, performer, muzyk i projektant, absolwent poznańskiej ASP oraz Katarzyna Pielużek - historyczka sztuki i kostiumografka. Ulica, punk, Dada, brud są bliskie temu co chcieliśmy w projektach zawrzeć - mówią o swojej pracy. Jan Weenix byłby zapewne przerażony faktem, że jego martwy zając ożył i zamiast na płótnie skacze na t-shirtach. Pomysł prosty, wręcz banalny, ale efekt pociągający. Większość projektów FOJIMS to unisex. I tu znowu bluzy oversize, spodnie z obniżonym krokiem (wyróżnione zipem).Dominują spłowiałe, brudne kolory, do tego patchworkowe kroje, wylane farby, interesujące tektury i tekstylia. Dobra karma wróciła do Poznania. Ubrania dostępne są już nie tylko w stołecznym RS1. Gdyby szukać polskiego odpowiednika wybitnego Comme des Garçons, musiałbym wymieszać kilku naszych projektantów, ale Face of Jesus in my soup na pewno znalazłoby się w tej... zupie (choćby ze względu na niebanalną nazwę).
Oversize, unisex, neutralne barwy. Nikt nie czuje się w tych tagach przytulniej niż Clayton Evans twórca marki complexgeometries. Kanadyjczyk studiował w Alberta College of Arts and Design w Calgary. Szybko okazało się, że to ubrania, a nie tradycyjnie pojmowane sztuki piękne są jego domeną. Mało który projektant oddaje materiałowi pełnię władzy. Minimalizm to mało powiedziane. Puryzm - też nie wystarczające. Tkanina broni się sama. Doskonale krojona jak u Ricka Owensa. Wielbicielom szarego hoodie, a więc wygody i utylitaryzmu ubrania complexgeometries od razu przypadną do gustu. Ich zakupienie w Polsce jest właściwie niemożliwe. Najbliższe sklepy oferujące bluzy, szale, szpodnie spod igły Evansa znajdują się w Kopenhadze, Londynie, Rotterdamie, Antwerpii i Barcelonie.
Poszukiwania zakończyłem. Decyzji nie podjąłem... Jeszcze.
f.
środa, 4 sierpnia 2010
poniedziałek, 26 lipca 2010
Famous anonymity
Co łączy Banksy'ego, Martina Margielę, zespół Gorillaz, Daft Punk, Jonnę Lee i Karin Dreijer Andersson? Zachowanie anonimowości - mniejsze lub większe. Banksy chowa się pod czarnym kapturem, a Margieli nie widziała większość jego pracowników. Ukrywanie wizerunku nie umniejszyło ich popularności. Utwory Heartbeats i Pass This On zespołu The Knife zwróciły uwagę całego świata na szwedzką scenę elektroniczną - jedną z najlepszych. Nożowe rodzeństwo Karin Dreijer Andersson i Olof Dreijer zniekształcają wokal, a wywiadów udzielają w maskach lekarzy walczących niegdyś z dżumą. W 2009 roku Karin, pracowała nad solowym projektem pod pseudonimem Fever Ray, kontynuując enigmatyczny wizerunek. Choć jej prawdziwemu obliczu przyjrzeć się można przez moment w videoclipie What Else Is There Röyksopp, to nadal wydaje się niesatysfakcjonujące. I to jest najciekawsze. Dawniej wystarczyło, by kobieta odsłoniła pół łydki lub ramię, a samiec dostawał erekcji. Teraz samiec pornonagość może obejrzeć już w reklamie gładzi gipsowej. Fever Ray ukrywa ile się da. Maluje twarz, wkłada na siebie protestancką togę albo szamański płaszcz. Jej wokalem władają pokrętła konsoli, a i (zapewne) dziękując za nagrodę P3 Guld porozumiewała się nie swoim głosem. Nieswoja jest też jej muzyka. Karin brodzi po mokradłach (If I Had a Heart), wydobywa dźwięki ze światła (I'm Not Done), wprowadza w trans (When I Grow Up). Fever Ray to projekt totalny. Obok teledysków nie można przejść obojętnie. Na początku była muzyka, a muzyka była u Fever Ray...
Odwrotnie jest w przypadku "mysterious YouTube sensation" o pseudonimie iamamiwhoami. W styczniu tego roku nieznany osobnik zamieścił na swoim koncie minutowy film Prelude 699130082.451322-5.4... Bynajmniej nie jest to numer konta. Właściwnie nadal nie wiadomo czy ten numer cokolwiek oznacza. Film z muzyką. I to nie byle jaką. Las, kolory lomografii, drzewa z wyrastającymi z nich rękami i nogami na kształt i podobieństwo konarów. Do tego embrionalnie upozowana usmarowana na czarno postać. Dzień później dwa nowe filmy - kolejne motywy, kolejne dźwięki. I tak do marca. Dywagacje co to, kto to zrobił? Ekonomiści nazywają to marketingiem wirusowym - użytkownicy YT przesyłają znajomym dany film, znajomi znajomym i tak iamamiwhoami trafia na łamy Pitchforka i jemu podobnych. Po minutowych teaserach pojawiły się dłuższe, już teraz teledyski nazywane literami "b", "o", "n"... Wcześniej prezentowane motywy łączą się. Muzyka ma początek i koniec. Widać wokalistkę, ale nadal nie wiadomo kim jest. I to nie dziwi, bo kto w USA albo UK słyszał o Jonnie Lee - szwedzkiej piosenkarce. Może ktoś i słyszał, ale skojarzyć twory iamamiwhoami z dotychczasową pracą Lee nie łatwo. Bo Lee brzdęka na gitarze, a iamamiwhoami wali po mordzie (przynajmniej w u-2) elektroniką.
iamamiwhoami
Ekstrawaganckie projekty ze Skandynawii, choć w dużej mierze enigmatyczne, dają przyjemność dla oka i ucha, stanowią przeciwwagę dla ekshibicjonistycznej ekstrawagancji zza Oceanu, nie powodują zgagi i nadkwasoty. Utwory The Knife towarzyszyły kilku pokazom mody (m.in. podczas ostatniego Fashion Weeku w Łodzi), iamamiwhoami nie, ale to kwestia czasu, odpowiedniej kolekcji i nastroju.
f.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







